Inverness – Lochslin (1 dzień)

Wtorek, 4 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria Szkocja 2009
Relacja Ani:
"Nareszcie wyspani! Przyszedł czas by ponownie wsiąść na rower, ale tym razem na troszkę dłużej. Sporo czasu zajęło nam przepakowywanie, montowanie sakw do rowerów, oraz zaparkowanie samochodu gdzieś na drugim końcu miasta. Północna pętla rozpoczęta.

Tego dnia Szkocja przywitała nas przepięknym słońcem i świetną pogodą. Krajobrazy, jakie mieliśmy możliwość obejrzeć zaparły nam dech w piersiach. Na żadnej z dotychczasowych wypraw nie zetknęłam się z tak pięknymi widokami! Mimo późnej pory wyjazdu przejechaliśmy sporo kilometrów, bo aż 106. Nocleg znaleźliśmy na polu niedaleko pewnego gospodarstwa. Rozbijając namioty podczas zachodzącego słońca mogliśmy podziwiać przepiękną podwójną tęczę rozpościerającą się na horyzoncie. Gdy już myślałam, że nie może być lepszego zakończenia dnia, szkocki gospodarz wprowadził mnie w osłupienie. Postanowił wyjść sobie na powietrze i pograć na dudach (nie mylić z kobzą). Wiedząc, że jest to niezmiernie rzadki obrazek nie posiadałam się ze szczęścia, iż właśnie nam się taki piękny koniec dnia przytrafił. Teraz dopiero poczuliśmy te szkockie klimaty."


Relacja Agaty:
"W końcu przespaliśmy coś koło 8 godzin. Bardzo długo się zbieraliśmy, ale trzeba było się przepakować, zmontować rowery, schować samochód do garażu... Dlatego wyjechaliśmy koło południa. Ale zaraz jeszcze zahaczyliśmy o stacje, gdzie napompowaliśmy wszystkie cztery rowery ( czyli jakby nie było 8 kół) w mniej niż 2 minuty– nie ma to jak praca zespołowa ;)
Szkocja przywitała nas boskimi widokami, słoneczna pogodą (pokropiło dosłownie przed 5 minut pod wieczór, a potem znów było słońce i tęcza) i miłymi ludśmi. Namioty sponsorowane przez firmę Loap rozbiliśmy na polu niedaleko 2 domów i wieczorkiem z jednego z nich ktoś wyszedł i dał nam koncert gry na dudach! Szok! Tego nikt się nie spodziewał!"


Relacja Radka:
"Start


Jak to bywa na wyprawach, pierwsze dni są ekscytujące – daleko zostawiliśmy domową codzienność i oddychamy wszystkim co nowe. Krew płynie szybciej, hormony potęgują wrażenia. Przepak u przyjaciół w Inverness (podziękowania dla Gosi, Justyny i Grahama) trwał długo, dreptaliśmy nerwowo chcąc odpalać nasze rowery. A tu jeszcze Szymon zarządza wizytę na gas–station – aby mieć w kołach te 4,5 atmosfer. Powietrze kosztowało tam 10 pi za minutę pompowania. Test pracy zespołowej wypadł skutecznie – jedna moneta wystarczyła na ”tankowanie„ wszystkich kół. Co prawda w F1 trwa to 10 sekund, jednak my przez minutę daliśmy radę czterem bolidom (panie Robercie, jakby co to jesteśmy gotowi). Wyjeżdżamy w Szkocję. Rozkoszujemy się wiejskim krajobrazem, podziwiamy pierwsze ruiny katedry w Rosemarkie, obserwujemy golfistów, wypatrujemy delfinów (których ostatecznie nigdzie nie zobaczyliśmy). Skutecznie targujemy się na niewielkim promie i mamy radochę z kilku zaoszczędzonych funtów. Trochę postraszyło szkockim deszczem i zdążyliśmy wyjąć sponsorowane softshelle i peleryny. A potem tęcza – bajka. Zbudowana momentami z dwóch pełnych obręczy utrzymywała się ponad godzinę, na końcu pięknie skomponowana z barwnym niebem kończącego się dnia."

Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa atome

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]