SCOTLAND CASTLE TOUR 2009
Poniedziałek, 3 sierpnia 2009
· Komentarze(0)
Kategoria Szkocja 2009
Relacja Ani:
"Gdy byliśmy już na stałym lądzie musieliśmy przyzwyczaić się do ruchu lewostronnego, z czym Szymon świetnie sobie poradził. Niestety zjeżdżając z promu nie udało się uniknąć przytarcia podwozia. Początkowo wydawało się, że nic się nie stało. Wizyta na stacji benzynowej rozwiała niestety nasze założenia. Urwaliśmy zaczep od bagażnika rowerowego mocowanego na hak holowniczy. Całe szczęście, że rowery się utrzymały. Ponad godzinę zajęło Szymonowi kombinowanie, z czego i jak zrobić zabezpieczenie, które miało nam wystarczyć na ponad 4 tysiące kilometrów jazdy samochodem. Udało się to na szczęście niskim kosztem za pomocą metalowych opasek zaciskowych oraz drutu. Gotowi do dalszej podróży wyjechaliśmy o 3:00 w nocy z Dover. Szkocja zaraz na dzień dobry przywitała nas lekkim deszczem. Widoki, które mogliśmy podziwiać z samochodu już wtedy mówiły nam, że to będzie niezapomniana wyprawa. I tak właśnie było!
Zabawne (z perspektywy czasu) wydają mi się ostatnie metry dojazdu do Inverness. Mieliśmy dużo szczęścia, że wcześniej zatankowaliśmy do pełna bak, bo jak się później okazało przez blisko 200 km nie natrafiliśmy żadnej stacji paliw! Do Inverness wjechaliśmy na oparach, a do najbliższej stacji zjechaliśmy na luzie, bo szczęśliwie mieściła się ona u podnóża górki.
W Inverness zatrzymaliśmy się u Gosi i Grahama, znajomych Szymona, przez których zostaliśmy ugoszczeni po królewsku! Dziękujemy!"
Relacja Agaty:
"śmiesznie jechało się po lewej stronie po wyjechaniu z promu. Pilnie potrzebowaliśmy stacji benzynowej i jak w końcu taka znaleśliśmy okazało się, że wyjeżdżając z promu, zahaczyliśmy bagażnikiem rowerowym i wyrwało nam zabezpieczenie. Totalnie niewyspani musieliśmy sobie z tym jakoś poradzić. Całe szczęście MacGyver był wśród nas: Szymon raz–dwa coś wymyślił ( i ta prowizorka trzymała się przez całą Szkocją i drogę powrotną :). Potem droga głównie autostradami, ale był tylko jeden kierowca, więc zajęło nam to trochę czasu. Trasa była ok, tylko szkoda, że nikt nam nie powiedział, że ok. 200 km od Inverness nie będzie żadnej stacji paliw. Całe szczęście wcześniej zatankowaliśmy dużo, ale do miasta wjechaliśmy na oparach, a do stacji zjechaliśmy na luzie, bo całe szczęście z górki było. świat jest pełen niespodzianek ;). Koło 22 byliśmy w domu u Gosi, ugoszczeni nieziemsko."
"Gdy byliśmy już na stałym lądzie musieliśmy przyzwyczaić się do ruchu lewostronnego, z czym Szymon świetnie sobie poradził. Niestety zjeżdżając z promu nie udało się uniknąć przytarcia podwozia. Początkowo wydawało się, że nic się nie stało. Wizyta na stacji benzynowej rozwiała niestety nasze założenia. Urwaliśmy zaczep od bagażnika rowerowego mocowanego na hak holowniczy. Całe szczęście, że rowery się utrzymały. Ponad godzinę zajęło Szymonowi kombinowanie, z czego i jak zrobić zabezpieczenie, które miało nam wystarczyć na ponad 4 tysiące kilometrów jazdy samochodem. Udało się to na szczęście niskim kosztem za pomocą metalowych opasek zaciskowych oraz drutu. Gotowi do dalszej podróży wyjechaliśmy o 3:00 w nocy z Dover. Szkocja zaraz na dzień dobry przywitała nas lekkim deszczem. Widoki, które mogliśmy podziwiać z samochodu już wtedy mówiły nam, że to będzie niezapomniana wyprawa. I tak właśnie było!
Zabawne (z perspektywy czasu) wydają mi się ostatnie metry dojazdu do Inverness. Mieliśmy dużo szczęścia, że wcześniej zatankowaliśmy do pełna bak, bo jak się później okazało przez blisko 200 km nie natrafiliśmy żadnej stacji paliw! Do Inverness wjechaliśmy na oparach, a do najbliższej stacji zjechaliśmy na luzie, bo szczęśliwie mieściła się ona u podnóża górki.
W Inverness zatrzymaliśmy się u Gosi i Grahama, znajomych Szymona, przez których zostaliśmy ugoszczeni po królewsku! Dziękujemy!"
Relacja Agaty:
"śmiesznie jechało się po lewej stronie po wyjechaniu z promu. Pilnie potrzebowaliśmy stacji benzynowej i jak w końcu taka znaleśliśmy okazało się, że wyjeżdżając z promu, zahaczyliśmy bagażnikiem rowerowym i wyrwało nam zabezpieczenie. Totalnie niewyspani musieliśmy sobie z tym jakoś poradzić. Całe szczęście MacGyver był wśród nas: Szymon raz–dwa coś wymyślił ( i ta prowizorka trzymała się przez całą Szkocją i drogę powrotną :). Potem droga głównie autostradami, ale był tylko jeden kierowca, więc zajęło nam to trochę czasu. Trasa była ok, tylko szkoda, że nikt nam nie powiedział, że ok. 200 km od Inverness nie będzie żadnej stacji paliw. Całe szczęście wcześniej zatankowaliśmy dużo, ale do miasta wjechaliśmy na oparach, a do stacji zjechaliśmy na luzie, bo całe szczęście z górki było. świat jest pełen niespodzianek ;). Koło 22 byliśmy w domu u Gosi, ugoszczeni nieziemsko."

