Paryż - drugi dzień
Niedziela, 2 sierpnia 2009
· Komentarze(0)
Kategoria Szkocja 2009
Relacja Ani:
"Rankiem udaliśmy się na mszę do Katedry Notre Dame, znanej nie tylko z powieści o Dzwonniku. Jest to przede wszystkim największa, tak dobrze zachowana, gotycka budowla średniowiecznego duchowieństwa. Wybudowanie jej trwało prawie 170 lat. Powstała ona w okresie wypraw krzyżowych i od tego momentu królowała wśród francuskich kościołów. Przetrwała nawet rewolucję francuską, podczas której od zniszczenia uratował ją paryski mieszczanin, który puścił plotkę, że jej zburzenie może naruszyć okoliczne budynki. Msza odbyła się z rozmachem godnym historii tej świątyni, niestety żadne z nas nie zna francuskiego, więc niewiele zrozumieliśmy. Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy było Sacre Coeur. Musieliśmy się do niego wspinać pod dość wysokie wzniesienie, jednak widoki na całą stolicę rekompensowały trud wspinaczki. Dookoła świątyni trwało coś na wzór festynu – stragany z pamiątkami, muzyka, śpiew. Ponownie mieliśmy okazję pośmiać się z nielegalnych handlarzy uciekających przed Radkiem. Naprawdę napis na jego koszulce działał cuda. Gdyby więcej osób chodziło w koszulce „FBI″, miasto zarobiłoby dużo więcej na handlu aniżeli obecnie. Mieliśmy okazję zapoznania się ze sposobem szybkiego przemieszczania się nielegalnych handlarzy z ich towarem. Pamiątki, które sprzedawali położone były na kocu, który powiązany był na rogach sznurkami. Każdy z rogów koca połączony był z przeciwległym tak by w razie niebezpieczeństwa (Policji) móc szybko zwinąć „stragan″ i uciec ze wszystkim.
Po zjedzeniu obiadu, wpatrzeni w przepiękne widoki na panoramę Paryża, zaczęliśmy kierować się w stronę pozostawionego na parkingu samochodu, co było nie lada wyzwaniem ze względu na odległość i plątaninę ulic. Gdy w końcu go odnaleźliśmy, zapakowani ponownie do samochodu ruszyliśmy w dalszą trasę do Szkocji. Kierowaliśmy się do Dunkierki, skąd promem przeprawiliśmy się na Wyspy."
Relacja Agaty:
"Wybraliśmy się na Mszę w Katedrze z dzwonnikiem, ale niestety niewiele z niej zrozumiałam ;). Póśniej wyruszyliśmy do Sacre Coeur ( która znajduję się na wzniesieniu, więc mieliśmy małą rozgrzewkę, ale widoczki boskie). świątynia przepiękna ( bardziej mi się podobała nawet niż sławne Notre–Dame). Ania się nie mogła nadziwić, że przed świątynią trwa ciągły handel ( różnymi pierdółkami na pamiątkę), jakieś festyny, przedstawienia i ludzie grający na różnych instrumentach (wcześniej rezerwujący sobie tam miejsce i czas; podczas naszej wizyty jakiś pan robił show na gitarze). Stamtąd zbieraliśmy się już w stronę samochodu ( zostawionego gdzieś na parkingu). Znalezienie go zajęło nam troszkę czasu, ale stał nienaruszony ( zapewne mało Polaków w okolicy ;). Potem już tylko jazda na prom. W lekkim stresie, bo gps twierdził że zrobimy niecałe 300km w 7 godzin. Nie było tak śle , ale przed portem skończyły się oznaczenia na drodze, więc znów nerwówka z szukaniem, ale dotarliśmy szczęśliwie. „Ladacznica“ grzecznie zapakowała się na prom, my poszliśmy na górę. Prom wypłynął o 23:59. Jadąc w tamta stronę zyskaliśmy godzinę, więc wylądowaliśmy na angielskim brzegu o 1:00."
"Rankiem udaliśmy się na mszę do Katedry Notre Dame, znanej nie tylko z powieści o Dzwonniku. Jest to przede wszystkim największa, tak dobrze zachowana, gotycka budowla średniowiecznego duchowieństwa. Wybudowanie jej trwało prawie 170 lat. Powstała ona w okresie wypraw krzyżowych i od tego momentu królowała wśród francuskich kościołów. Przetrwała nawet rewolucję francuską, podczas której od zniszczenia uratował ją paryski mieszczanin, który puścił plotkę, że jej zburzenie może naruszyć okoliczne budynki. Msza odbyła się z rozmachem godnym historii tej świątyni, niestety żadne z nas nie zna francuskiego, więc niewiele zrozumieliśmy. Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy było Sacre Coeur. Musieliśmy się do niego wspinać pod dość wysokie wzniesienie, jednak widoki na całą stolicę rekompensowały trud wspinaczki. Dookoła świątyni trwało coś na wzór festynu – stragany z pamiątkami, muzyka, śpiew. Ponownie mieliśmy okazję pośmiać się z nielegalnych handlarzy uciekających przed Radkiem. Naprawdę napis na jego koszulce działał cuda. Gdyby więcej osób chodziło w koszulce „FBI″, miasto zarobiłoby dużo więcej na handlu aniżeli obecnie. Mieliśmy okazję zapoznania się ze sposobem szybkiego przemieszczania się nielegalnych handlarzy z ich towarem. Pamiątki, które sprzedawali położone były na kocu, który powiązany był na rogach sznurkami. Każdy z rogów koca połączony był z przeciwległym tak by w razie niebezpieczeństwa (Policji) móc szybko zwinąć „stragan″ i uciec ze wszystkim.
Po zjedzeniu obiadu, wpatrzeni w przepiękne widoki na panoramę Paryża, zaczęliśmy kierować się w stronę pozostawionego na parkingu samochodu, co było nie lada wyzwaniem ze względu na odległość i plątaninę ulic. Gdy w końcu go odnaleźliśmy, zapakowani ponownie do samochodu ruszyliśmy w dalszą trasę do Szkocji. Kierowaliśmy się do Dunkierki, skąd promem przeprawiliśmy się na Wyspy."
Relacja Agaty:
"Wybraliśmy się na Mszę w Katedrze z dzwonnikiem, ale niestety niewiele z niej zrozumiałam ;). Póśniej wyruszyliśmy do Sacre Coeur ( która znajduję się na wzniesieniu, więc mieliśmy małą rozgrzewkę, ale widoczki boskie). świątynia przepiękna ( bardziej mi się podobała nawet niż sławne Notre–Dame). Ania się nie mogła nadziwić, że przed świątynią trwa ciągły handel ( różnymi pierdółkami na pamiątkę), jakieś festyny, przedstawienia i ludzie grający na różnych instrumentach (wcześniej rezerwujący sobie tam miejsce i czas; podczas naszej wizyty jakiś pan robił show na gitarze). Stamtąd zbieraliśmy się już w stronę samochodu ( zostawionego gdzieś na parkingu). Znalezienie go zajęło nam troszkę czasu, ale stał nienaruszony ( zapewne mało Polaków w okolicy ;). Potem już tylko jazda na prom. W lekkim stresie, bo gps twierdził że zrobimy niecałe 300km w 7 godzin. Nie było tak śle , ale przed portem skończyły się oznaczenia na drodze, więc znów nerwówka z szukaniem, ale dotarliśmy szczęśliwie. „Ladacznica“ grzecznie zapakowała się na prom, my poszliśmy na górę. Prom wypłynął o 23:59. Jadąc w tamta stronę zyskaliśmy godzinę, więc wylądowaliśmy na angielskim brzegu o 1:00."

